Eksperci już się sami nie ocenią
W niektórych komisjach oceniających projekty o dotacje połowa składu to albo pracownicy firm doradczych, albo instytucji, które same ubiegają się o dotację. – Mamy nadzieję, że groźba trzech lat odsiadki za ukrycie prawdy podziała otrzeźwiająco – ostrzega Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.
To, iż system jest dziurawy i stwarza okazje do manipulowania, wyszło na jaw w ubiegłym roku. Joanna Naliwajko, ówczesna wicedyrektor dolnośląskiego wojewódzkiego urzędu pracy (instytucja rozdzielająca środki z programu operacyjnego „Kapitał ludzki”), pomagała w maju wygrać 15 wnioskom złożonym przez firmę jej życiowego partnera. Podległym urzędnikom nakazała wnioski przyjąć, choć wpłynęły po terminie. Gdy sprawa stała się głośna, pani Naliwajko wyrzucono z urzędu, a firmę wykluczono z ubiegania się o dotacje. Miesiąc temu kontrolę w tej sprawie wszczął OLAF (Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych). Sprawa może skończyć się tym, że Bruksela nakaże, by Dolny Śląsk zwrócił przyznane mu środki unijne.
- Ten przykład jest najbardziej wyrazisty. Ale mamy też inne sygnały świadczące o tym, że przy rozdzielaniu środków w „Kapitale ludzkim” należy stworzyć więcej mechanizmów zapobiegających nieprawidłowościom – mówi Paweł Chorąży, dyrektor departamentu zarządzania Europejskim Funduszem Społecznym w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.
Jak wyplenić ryzyko konfliktu interesów? – Wprowadzimy zasadę, by wnioski oceniały osoby spoza województwa – mówi Chorąży. Dodatkowo Ministerstwo Rozwoju Regionalnego jeszcze w ubiegłym tygodniu rozesłało listy do wszystkich instytucji zarządzających unijnymi pieniędzmi i poleciło przeprowadzić kontrolę list asesorów. Zapowiada też własne lotne kontrole.
Ministerstwu zmiany najłatwiej wprowadzić w „Kapitale ludzkim”, bo tym programem bezpośrednio zarządza. W przypadku innej części unijnych funduszy – regionalnych programów operacyjnych – jest już trudniej. Zarządzają nimi samorządy zgodnie z konstytucją niezależne od rządu, więc resort może tylko „apelować” i „sugerować” zamianę zasad naboru asesorów.
- Nie wszystkie samorządy zauważyły jeszcze, że zmieniła się ustawa. Będziemy zalecać, żeby województwa zastosowały podobne reguły co w zarządzanym przez nas programie operacyjnym „Kapitał ludzki” – mówi „Gazecie” Krzysztof Hetman, wiceminister rozwoju regionalnego.
MRR nie może prowadzić bieżących kontroli w urzędach marszałkowskich, ale i na to znaleziono sposób. Rozpoczęto już rozmowy z regionalnymi izbami obrachunkowymi [które kontrolują finanse samorządów], żeby to one kontrolowały procedury oceny wniosków.
Ale obecność konsultantów w komisjach oceniających wnioski stała się tak widoczna, że zaczęła uwierać samych samorządowców. – Eliminujemy z oceny wszystkich tych, którzy mogą mieć styczność z którymkolwiek projektem starającym się o dofinansowanie w konkursie. Największe problemy mamy z ludźmi, którzy są asesorami, a dla firm konsultingowych wnioski piszą na umowę-zlecenie. Wytropienie ich jest prawie niemożliwe – mówi Michał Korolko, dyrektor departamentu polityki regionalnej w urzędzie marszałkowskim województwa kujawsko-pomorskiego.
Rząd i lokalne władze nie chcą jednak zaostrzać kryteriów dla ekspertów zbyt daleko, bo wtedy do oceny wniosków zostaną tylko urzędnicy. – Z kilku konkursów wypadło tak wielu asesorów, że nie było komu sprawdzać wniosków. Musieliśmy się ratować naszymi pracownikami z urzędu, a i tak rozstrzygnięcie konkursów się przedłużało – mówi Korolko.
I dlatego resort rozwoju regionalnego zapowiada, że ogłoszone wczoraj zaostrzenie przepisów będzie musiało wystarczyć. – Miejmy nadzieję, że to zadziała. Nie możemy też popadać w przesadę i kazać kontrolować ekspertów do piątego pokolenia wstecz. Nie możemy doprowadzić do tego, że z grona ekspertów wykluczymy wszystkich prócz garstki naukowców – mówi minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. Ale zastrzega: jeśli po tych wszystkich obostrzeniach wyjdzie na jaw przypadek nieuczciwości, konfliktu interesów – to konsekwencje będą drakońskie. – Będziemy unieważniać całe konkursy.
„Gazeta” od tygodni przygląda się listom asesorów (ekspertów oceniających wnioski). Oto najnowsze newsy:
(Łódzkie. W regionalnej części programu operacyjnego „Kapitał ludzki” wśród osób oceniających projekty znaleźliśmy co najmniej czterech przedstawicieli firm konsultingowych (z czego przynajmniej jedna firma sama także ubiegała się o dotację na własny projekt. I dostała!).
• Wielkopolskie. Również w programie „Kapitał ludzki” – nad którym pieczę ma miejscowy urząd pracy – 5 grudnia opublikowano listę 12 asesorów, z których… połowa była przedstawicielami albo firm konsultingowych (m.in. DGA, jednej z największych w kraju), albo lokalnego stowarzyszenia, które nie tylko pomaga ubiegać się o dotację, ale jeszcze samo ubiega się o unijne pieniądze. Jak poinformował nas poznański WUP, ostatecznie przedstawiciele DGA wycofali się z pełnienia funkcji asesorów.
• Kujawsko-pomorskie. Na 61 asesorów połowa pracuje w firmach doradczych lub jest prezesami i pracownikami stowarzyszeń oraz fundacji, które starają się o dotacje z „Kapitału ludzkiego”.
• Dolnośląskie. Spośród 33 asesorów w unijnym programie operacyjnym „Kapitał ludzki” 11 jest pracownikami firm konsultingowych. Wnioski oceniają tam także trzej pracownicy dwóch fundacji, które starają się o fundusze unijne. Obie dostały dofinansowanie.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Powrót do strony głównej
Wyślij artykuł znajomemu: |
Sledzik
| Podyskutuj na forum
| Zamów newsletter
|
Wydrukuj

